A. Cole & C. Bunch
Sten
. 11 .
Sten ukrywał się już ponad miesiąc, gdy spotkał tę dziewczynę.
Miała około piętnastu lat i bezkształtny, brudny kombinezon. lej twarz i ręce
były ubrudzone smarem. O mało co go nie zabiła. Nazywała się Bet: Stenowi
zdawało się, że jest najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widział.
Przez cały ten czas mieszkał w przewodach wentylacyjnych, które
oplatały Vulcan. Ich rozmiar zmieniał się od głównych traktów o szerokości
dwudziestu metrów do wąskich jak ręka rurek prowadzących do poszczególnych
pokoi. Przewody pokrywał kurz gromadzony przez lata, a miejscami blokowały je
olbrzymie ekrany filtrów. Aby móc się przez nie przedostać, Sten używał małego
generatora mocy, skradzionego z hurtowni.
Kanały wentylacyjne dochodziły wszędzie, dając mu szybki dostęp
do magazynów żywności i pustych pomieszczeń, gdy musiał uzupełnić swoje zapasy.
Naprawdę poważne zagrożenie, z którym się liczył, to możliwość napotkania grup
roboczych konserwujących ekrany filtrów. Ale można było łatwo ich unikać.
Słyszał także dziwne drapania i skrobania, i domyślał się obecności Buntowników.
Jak dotąd udawało mu się ich unikać, wiedział bowiem, jak by go przyjęli.
Jedyną rzeczą, której się rzeczywiście obawiał, były
powtarzające się wyprawy eksterminacyjne regularnie podejmowane przez Kompanię
przeciwko Buntownikom. Jak słyszał dawno temu, jeszcze jako Mig, tych
nielicznych, którzy ocaleli, czekało pranie mózgu.
Póki co, żył sobie całkiem nieźle i nawet utył kilogram czy dwa
podczas tej ucieczki. Właśnie zaczynał się lekko nudzić i stał się nieco
wybredny w doborze jedzenia, gdy dokonał prawdziwego odkrycia.
Farma hydroponiczna stanowiła pobłyskujący, zielony świat,
rozciągający się jak okiem sięgnąć, aż po zamglone krańce. Widać było kołyszące
się purpurowe paprocie i rząd za rzędem pełne roślin, jakie tylko można sobie
wyobrazić, niektóre kwitnące, inne uginające się od dojrzewających jarzyn i
owoców. Sten nigdy przedtem nie widział czegoś podobnego, jedynie filmy w
bibliotece wideo.
Nie było tam wcale ludzi. Roboty rolnicze, bardzo prymitywne,
troszczyły się o rośliny i dokonywały zbioru. Sten wypadł z kanału i wylądował
na podłożu. Było miękkie i zielone. Spojrzał w dół, pod nogi. A więc tak wygląda
trawa.
Przeszedł między rzędami czując - świeże powietrze? Zapach
kwiatów? Gleby? Zerwał kiść czegoś, co zapewne było winogronami. Skubnął trochę,
i twarz rozjaśniła mu się pod wpływem zachwycającego świeżego smaku. Sten zerwał
z siebie koszulę i zaczął ją wypełniać, aż prawie trzasnęły szwy.
Miękki odgłos kroków. Sten obrócił się, w ręku zabłysnął nóż.
Potem się zawahał. To była dziewczyna.
Miała broń strażnika, przywiązaną do długiego na pół metra
giętkiego pręta. Nie zauważyła go jeszcze i Sten zaczął ześlizgiwać się z
powrotem w rzędy roślin. Potem zatrzymał się. Dziewczyna nie zachowywała się jak
Mig albo Tech. Musiała należeć do Buntowników.
Sten nagle przypomniał sobie jedną z maksym ojca: "Wróg mojego
wroga jest moim przyjacielem". Wyszedł zza wielkiej paproci na otwartą
przestrzeń.
Dziewczyna zauważyła go, schwyciła broń i odchyliła nieco
ramię, gotowa cisnąć w Stena zaimprowizowaną włócznią.
- Zaczekaj.
Zatrzymała się. Nadal gotowa do akcji. Nie okazywała wcale
strachu. Jej oczy rozszerzyły się, gdy otworzył dłoń z nożem i ostrze zniknęło.
Uniósł ręce w uspokajającym geście. - Kim jesteś?
- Na imię mam Sten.
- Uciekasz?
Sten skinął głową.
- Skąd?
- Z Sekcji Zewnętrznej.
Broń powędrowała w górę.
- Kłamca! Nikt nigdy...
- Wysadziłem cały obszar. Przeszedłem do głównego korpusu w
kombinezonie próżniowym. Żyłem w kanałach. Dziewczyna zadrżała.
- Słyszeliśmy, że był tam wypadek. Ale to niemożliwe.
Sten czekał.
- Masz muskuły, na pewno są skutkiem ciężkiej pracy. I blizny
na twojej nodze... Jesteś zbiegiem.
- A więc co tutaj robię?
Uśmiechnęła się bez radości.
- Kto wie? Próbujesz przeniknąć do nas. Zastanawiam się. Może
jednak naprawdę uciekasz.
Sten wzruszył ramionami.
- Wyciągnij ręce do przodu - rozkazała. - Pokaż dłonie.
Sten wykonał polecenie. Dziewczyna dokładnie obejrzała
stwardniałe i pokaleczone od pracy ręce i sprawdziła uważnie zrogowaciałe
paznokcie z wrośniętym w nie smarem.
- Mogłeś to spreparować. Rozbieraj się.
- Co? - wydusił z siebie Sten.
- Zdejmuj ubranie. Jeśli jesteś szpiegiem, to będziesz miał
ciało miękkie jak ślimak.
Sten zawahał się.
- Ta broń - oznajmiła nagle dziewczyna - jest przeładowana.
Wydziela z siebie około dwustu procent siły więcej, niż powinna, przez mniej
więcej dwie sekundy. Potem się wypala. Ale wtedy to, w co uderzy, nadaje się już
tylko do przetworzenia.
Sten odpiął zamknięcie i zdjął kombinezon.
Dziewczyna obeszła go dookoła, potem stanęła przed nim,
zastanawiając się przez chwilę.
A później uśmiechnęła się lekko.
- To jest bardzo dobre ciało.
Potem jej uśmiech zanikł.
- Chodź. Ubierz się. Nazywam się Bet.
Gdy wskoczył z powrotem w ubranie, wyrzuciła jego "plon" z
koszuli i podała mu ją. Zaczęła przebierać warzywa i owoce, odrzucając niektóre
jako zbyt zielone, chowając resztę do torby.
- Masz szczęście, że przechodziłam - powiedziała. - Większość
uciekinierów daje się złapać w ciągu pierwszego miesiąca.
- Jesteś z Buntowników?
Posłała mu zdegustowane spojrzenie.
- Dlatego jeszcze żyję. Wiemy, jak uciekać spod miotły. Znamy
dobre kryjówki, miejsca, gdzie prawie nigdy nie zaglądają. Niezły Buntownik może
przetrwać... nawet i pięć lat. Sten był zaszokowany.
- A ty ile czasu już się ukrywasz ? - zapytał.
- Trzy lata.
Założyła torbę na ramię i ruszyła w stronę kanału
wentylacyjnego.
- Chodź. Zabiorę cię do Orona.
Wślizgnęła się do przewodu, przepuściła Stena przodem i
umocowała ekran filtru z powrotem. Potem spod ubrania wyciągnęła coś, co okazało
się małą latarenką, włączyła światło i prześlizgnęła obok Stena, aby objąć
prowadzenie. Miękki dotyk jej ciała spowodował, że wyschły mu wargi. Odetchnął
głęboko i poczołgał się za nią. |